Wielu z nas się zastanawia - rzadziej lub częściej - jak daleko ma sięgać nasza zdolność wybaczania i gdzie leży granica zgody lub niezgody na niegodziwości nas spotykające tylko dlatego, że uwierzyliśmy w czyjeś zapewnienia. Powstrzymują nas więzy uczuciowe, niezapisane kodeksy towarzyskie czy rodzinne, byśmy nie eksplodowali w swoim skądinąd słusznym gniewie. Wahamy się, by nie urazić czyjegoś wątpliwego honoru albo nie pogłębić rany bliskiej nam osoby.
Widzimy draństwo, które nam się dzieje, ale sublimujemy je, wyrzucamy w jakąś odwleczoną w niewiadomą przyszłość chwilę. Tylko ... Patrząc na wrzód nie spowodujemy, że przestanie boleć, a odwracając się nie sprawimy, że zniknie.
Ludzie niefrasobliwi, tacy, którzy żyją czczymi obietnicami, wykorzystują - czasem nieświadomie mniej lub bardziej - bliskich i dalszych, to nie jakieś dawne wymarłe mamuty. Oni są, żywią się naszymi naiwnościami, ich ulubionym zajęciem jest mydlenie oczu, wymawianie okrągłych słówek, emitowanie w przestrzeń setek pustych zapewnień o tym, jak to się zmienią, jak to wszystko wróci do normy (co nią jest?!). A my łapiemy się tego, jak ślepcy macami, szukając twardego gruntu, jakiejś powierzchni. Pytanie tylko, gdzie jest granica?
Dumni jesteśmy z tych nielicznych, którzy gdzieś po drodze się zapodziawszy, gdzieś straciwszy sens życia, zatrzymali się na smutną, choć krzepiącą chwilę refleksji i spoglądając sobie co jakiś czas prosto w oczy w lustrze, brną pokonując kolejne przeszkody.
Nie pomagamy im, gdy udajemy, że wszystko jest w porządku, bo oni potrzebują odartej z mitów i usprawiedliwień prawdy. Tylko ta prawda o nich samych - wprzódy uświadomiona samodzielnie, by potem mogła być głoszona często niemo przez otoczenie - może im pomóc. Nie pomogą im chwilowe nasze przebłyski wiary w to, że nic się nie dzieje. Bo się dzieje i to sporo.
Dobranoc
Poglądy wyrażone w tym blogu są prywatnymi poglądami autora, który korzystając z wolności słowa chce dać wyraz swoim niepokojom i światopoglądowi.
niedziela, 17 lipca 2011
poniedziałek, 11 lipca 2011
Mulţumesc, România
Wracamy, po najdłuższych podróżach wracamy, pełni wrażeń i pomysłów na kolejne podróże. Tym razem rzuciło mnie znowu na Bałkany, ale trochę bardziej na wschód, tak, żebym mógł zmienić strefę czasową. Bułgaria, a po drodze Serbia i Rumunia. O ile Bułgaria zachwyca nieodmiennie pięknym Nesebyrem czy dobrym jedzeniem, bo już zupełnie nie pełnym chały i kiczu Słonecznym Brzegiem, o tyle moje peregrynacje po Rumunii stały pod znakiem zapytania od samego początku. Poliszynel mówi, że nie warto tam jeździć, złe drogi, hordy brudnych dzieciaków żebrzących na ulicach, złowroga policja. Nic najbardziej mylnego, drogi nie są wcale w gorszym stanie niż w Polsce, a te główne są jakościowo lepsze. żebraków taka sama liczba jak w Polsce, ni mniej, ni więcej, przeważają tak jak u nas Cyganie (Romowie), a policji ani razu nie widziałem w jakiejś dziwnej akcji. Nocowałem w Mamai - powoli się rozwija, mają super kolejkę gondolową. Koszmarem była obwodnica Bukaresztu - ale zapraszam na polskie obwodnice - ale widać, że coś z tym robią. Pobyt trzydniowy w Moieciu de Jos (tuż przy Branie w Transylwanii) to oddech, oaza spokoju, cudowni gospodarze (przywitanie palinką, bogate śniadania z miejscowych produktów), niesamowita właścicielka restauracji, która (jej lokal tego dnia był zamknięty) zawiozła nas do bardzo dobrej restauracji swoim samochodem (odmawiając zapłaty) i zaprosiła następnego dnia do siebie. Przepiękny Braszów (Brasov). Cudowny pobyt w Sighisoarze w zjawiskowym hoteliku Vila Franka i wspaniałe obiady i śniadania w restauracji Rustic tuż obok, a przede wszystkim pozbawiony blichtru i komercji urok starówki w mieście narodzin Vlada Tepesa. Dopełnieniem tego był bajeczny obiad w Restauracji Queen's Pub w Oradei i wspaniały właściciel Avalon Camere (Pokoje Avalon), u którego pobyt to wspaniałe przeżycie.
Marzę o powrocie do Transylwanii, gdzie życie płynie spokojnym rytmem.
Mulţumesc, România
Marzę o powrocie do Transylwanii, gdzie życie płynie spokojnym rytmem.
Mulţumesc, România
piątek, 3 czerwca 2011
Jack Kevorkian
Zmarł ktoś, kto pozwalał ludziom, bez względu na ich pochodzenie odejść wtedy, gdy chcieli. Nie chcę tutaj dywagować na temat kwestii związanych z wierzeniami, światopoglądem i opcjami politycznymi. Mam swoje (bo nie czyjeś) lata i wiem, że chciałbym odejść wtedy, gdy sam tak zdecyduję. Teleologia jest mi obca w jej wydaniu teistycznym, dlatego uważam, że Pan Kevorkian robił coś, co jest ważne. Tak samo cenię jego postawę, jak i postawę założycielki dr Joli z Hospicjum Cordis w Mysłowicach i Katowicach. Oboje robią (w wypadku Jacka robili) coś pożytecznego dla ludzi, którzy ich potrzebują. Nie chcę ich oceniać. Pomagali i pomagają innym, to się liczy. To cóż, że dr Jack był zwolennikiem eutanazji a dr Jola ma inne poglądy. Cholernie robią (robili) dobrze to, w co wierzyli. I to się liczy.
poniedziałek, 30 maja 2011
Ice cucumber
Maj ma się ku końcowi, jutro jego ostatnie tchnienie, gorąco podobne. Od prawie dwu tygodni, mówiąc kolokwialnie, opieprzałem się na blogu. Mało pisałem, w maju to dopiero mój trzeci post. Więc do rzeczy:
1. Barack Obama odwiedził w przelocie moją ojczyznę (matczyznę, synczyznę) i wywołał bliżej nieokreślony popłoch na ulicach stolycy, pusto tam było, jakoś smutno, nawet "krzyżowcy" gdzieś się zawieruszyli, przemykał tylko Prezio z jakimś ponoć super prawdziwym (made in Macierewicz) memoriałem. Zapewne teraz w Kongresie i Białym Domu deliberują na temat: co autor miał na myśli.
2. Program RR (Rozmowa Rymanowskiego) zaczyna przypominać park jurajski - coraz więcej w nim dinozaurów i tematy raczej z dziedziny wykopalisk. Jak jego autor przyczepił się do Smoleńska to odczepić się za hu-hu nie może. Paleontologia pełną gębą - tak swoją drogą, czy jego plenipotenci nie widzą, że coraz częściej widzowie, gdy tylko wybija 21.00 szybko przełączają na National Geographic tudzież inne Discovery, bo i tam mówią więksi znawcy zamierzchłych dziejów i dinozaury jakby żywsze.
3. Matury się skończyły, nie czas żałować róż. Egzaminy te schodzą coraz niżej, albo tak jak z chemii są konstruowane na poziomie studenta III roku tego kierunku, albo tak jak z polskiego uwłaczają kulturze i inteligencji piszących i uczących. Czy ktoś dojrzy, że czas na przewietrzenie - takie z przeciągiem - listy lektur, większą dowolność w ich doborze itp. itd. Nie, wierzcie mi, nikt tego nie chce widzieć. Marzy się szkoła nowoczesna, ale nie da się jej robić czytając ciągle jakieś XIX wieczne kobyły, współcześni absolwenci liceum nie wiedzą niczego o literaturze współczesnej - bo po prostu nie ma na nią czasu - jeśli sami wiedzeni jakąś przemożną siłą nie sięgną po nią.
4. Za zachodnia granicą ogórkowy horror, rodem z Hiszpanii - czy oni się tam nie myją? Nawet nie chcę myśleć, kto pakował te warzywa i co wcześniej czynił tymi rękoma. Jedzmy warzywa polskie, od baby z jarmarku (chyba, że kupiła w hurtowni od jakiegoś importera, ale kto to sprawdzi?).
1. Barack Obama odwiedził w przelocie moją ojczyznę (matczyznę, synczyznę) i wywołał bliżej nieokreślony popłoch na ulicach stolycy, pusto tam było, jakoś smutno, nawet "krzyżowcy" gdzieś się zawieruszyli, przemykał tylko Prezio z jakimś ponoć super prawdziwym (made in Macierewicz) memoriałem. Zapewne teraz w Kongresie i Białym Domu deliberują na temat: co autor miał na myśli.
2. Program RR (Rozmowa Rymanowskiego) zaczyna przypominać park jurajski - coraz więcej w nim dinozaurów i tematy raczej z dziedziny wykopalisk. Jak jego autor przyczepił się do Smoleńska to odczepić się za hu-hu nie może. Paleontologia pełną gębą - tak swoją drogą, czy jego plenipotenci nie widzą, że coraz częściej widzowie, gdy tylko wybija 21.00 szybko przełączają na National Geographic tudzież inne Discovery, bo i tam mówią więksi znawcy zamierzchłych dziejów i dinozaury jakby żywsze.
3. Matury się skończyły, nie czas żałować róż. Egzaminy te schodzą coraz niżej, albo tak jak z chemii są konstruowane na poziomie studenta III roku tego kierunku, albo tak jak z polskiego uwłaczają kulturze i inteligencji piszących i uczących. Czy ktoś dojrzy, że czas na przewietrzenie - takie z przeciągiem - listy lektur, większą dowolność w ich doborze itp. itd. Nie, wierzcie mi, nikt tego nie chce widzieć. Marzy się szkoła nowoczesna, ale nie da się jej robić czytając ciągle jakieś XIX wieczne kobyły, współcześni absolwenci liceum nie wiedzą niczego o literaturze współczesnej - bo po prostu nie ma na nią czasu - jeśli sami wiedzeni jakąś przemożną siłą nie sięgną po nią.
4. Za zachodnia granicą ogórkowy horror, rodem z Hiszpanii - czy oni się tam nie myją? Nawet nie chcę myśleć, kto pakował te warzywa i co wcześniej czynił tymi rękoma. Jedzmy warzywa polskie, od baby z jarmarku (chyba, że kupiła w hurtowni od jakiegoś importera, ale kto to sprawdzi?).
wtorek, 17 maja 2011
Dzień Matki blisko
Słuchałem dzisiaj muzyki - różnej, tzn. takiej, którą lubię, która w jakiś tam sposób mnie porusza. Przypominał starsze kawałki, usiłowałem śpiewać ;) I ani się obejrzałem a tutaj prawie 22.00 a ja tak dawno nie pisałem na blogu. Zmęczenie wiosenne.
Kilka dni temu przeczytałem, że Pani J. Kaczyńska wystosowała do swego syna J. Kaczyńskiego chwytające za serce posłanie o tym, by nie latał samolotem i uważał na drodze, bo drugiego syna stracić nie chce. Te słowa słał w świat bodajże SE (Super Expres). Chwyciłem się za głowę, oto temat na pierwszą stronę tego brukowca. Ciekawe czy są tam też wyznania matek tych,co zginęli w tym strasznym busie gdzieś w drodze do pracy. Daję głowę, że nie ma. Nie odbieram Pani J. Kaczyńskiej prawa do bólu, troski i miłości matczynej - ale, o losie, inne matki mają podobne uczucia i też tracą dzieci. Nikt się ich losem nie przejmuje, nikt nie przekazuje ich słów, są gorsze? To, że SE umieszcza takie niusy na pierwszej stronie, to ich zbójeckie prawo, przecież nie musimy sięgać po tego szmatławca. Ale że przedrukowują go portale internetowe i umieszczają w czołówce wydarzeń, to już zakrawa na jakąś izauryzację...
Wiosna. Wiosna. Ach to Ty!!!
Kilka dni temu przeczytałem, że Pani J. Kaczyńska wystosowała do swego syna J. Kaczyńskiego chwytające za serce posłanie o tym, by nie latał samolotem i uważał na drodze, bo drugiego syna stracić nie chce. Te słowa słał w świat bodajże SE (Super Expres). Chwyciłem się za głowę, oto temat na pierwszą stronę tego brukowca. Ciekawe czy są tam też wyznania matek tych,co zginęli w tym strasznym busie gdzieś w drodze do pracy. Daję głowę, że nie ma. Nie odbieram Pani J. Kaczyńskiej prawa do bólu, troski i miłości matczynej - ale, o losie, inne matki mają podobne uczucia i też tracą dzieci. Nikt się ich losem nie przejmuje, nikt nie przekazuje ich słów, są gorsze? To, że SE umieszcza takie niusy na pierwszej stronie, to ich zbójeckie prawo, przecież nie musimy sięgać po tego szmatławca. Ale że przedrukowują go portale internetowe i umieszczają w czołówce wydarzeń, to już zakrawa na jakąś izauryzację...
Wiosna. Wiosna. Ach to Ty!!!
wtorek, 10 maja 2011
Refleksje po przerwie.
Dawno, dawno niczego nowego nie napisałem. Matury pełną parą. Europejska Konferencja PTPI tuż, tuż - ale nic mnie nie usprawiedliwia.
Właśnie Konferencja. Wydawałoby się, że to wydarzenie ważne, ciekawe, ale chyba my w Polsce wolimy Smoleńsk, niż radość bycia z innymi i wspólne działanie. Boli trochę, że młodzi ludzie (nie wszyscy oczywiście) dzisiaj tacy interesowni i robią tylko to, co się im opłaca. Będą profity, to może wezmę udział. Mimo swego wieku jestem chyba bardziej spontaniczny - a może mój pogląd jest nieco anachroniczny.
Dzisiaj grom z jasnego nieba: Arłukowicz w rządzie platformerskim. Szczerze, to nie umiem pojąć jego wolty. Czyżby słynna "wadza" pachniała aż miło. Ale przecież stroi się w piórka społecznika. Poobserwujemy, zobaczymy, nie skreślam gościa ad hoc i a priori.
Ponad tydzień temu gruchnęła wieść: Osama nie żyje. Czy miałem jakąkolwiek satysfakcję? Nie, raczej absmak z celebrowania zabicia mitycznego terrorysty i troszeczkę skojarzeń z Orwellowskim "1984". Naprawdę. Bo to przecież chwyt był jedynie propagandowy, co zmieni bowiem śmierć jednego terrorysty, gdy po ulicach (też w Polsce) takich podpalaczy chodzi tysiące.
Obiecuję poprawę.
Właśnie Konferencja. Wydawałoby się, że to wydarzenie ważne, ciekawe, ale chyba my w Polsce wolimy Smoleńsk, niż radość bycia z innymi i wspólne działanie. Boli trochę, że młodzi ludzie (nie wszyscy oczywiście) dzisiaj tacy interesowni i robią tylko to, co się im opłaca. Będą profity, to może wezmę udział. Mimo swego wieku jestem chyba bardziej spontaniczny - a może mój pogląd jest nieco anachroniczny.
Dzisiaj grom z jasnego nieba: Arłukowicz w rządzie platformerskim. Szczerze, to nie umiem pojąć jego wolty. Czyżby słynna "wadza" pachniała aż miło. Ale przecież stroi się w piórka społecznika. Poobserwujemy, zobaczymy, nie skreślam gościa ad hoc i a priori.
Ponad tydzień temu gruchnęła wieść: Osama nie żyje. Czy miałem jakąkolwiek satysfakcję? Nie, raczej absmak z celebrowania zabicia mitycznego terrorysty i troszeczkę skojarzeń z Orwellowskim "1984". Naprawdę. Bo to przecież chwyt był jedynie propagandowy, co zmieni bowiem śmierć jednego terrorysty, gdy po ulicach (też w Polsce) takich podpalaczy chodzi tysiące.
Obiecuję poprawę.
wtorek, 26 kwietnia 2011
Kandydat na noblistę
Mecenas (http://wiadomosci.onet.pl/kraj/rogalski-obecnosc-helu-moglaby-wyjasnic-mgle-w-smo,1,4252181,wiadomosc.html) RR pełnomocnik części - nie całości - zgodnie z zasadą "pars pro toto" powinien dostać Nagrodę Nobla - i to w wielu kategoriach:
1. W dziedzinie wynalazczości - pewnie jeszcze nie ma takiej kategorii, ale dla niego warto ją utworzyć. Facet wie, jak wytworzyć mgłę na wielkim obszarze bez odpowiedniej aparatury.
2. W dziedzinie transportu (chyba też jeszcze nie ma) - wie, jak spowodować, by samolot o nośności 40 ton (ił-62) przewiózł na pewną wysokość 50 tysięcy ton wody.
3. W dziedzinie literatury - chyba jeszcze nikt nie dostał Nagrody Nobla za fantasy, za sam pomysł, przecież rodziny (owa pars) mogą zatrudnić ghost writera, by ten przekuł dociekania RR w rasowy utwór literacki.
4. W dziedzinie socjologii - facet tak nieciekawy jak on pojawia się na czołówkach serwisów internetowych i nie tylko, rzuca stekami bzdur, a media to podchwytują i zapraszają kogoś tak niekompetentnego do siebie. Sam sposób wart jest nobla.
5. W dziedzinie "wazeliniarstwa" - widząc, że się ośmiesza pan ów brnie i brnie, byleby tylko preziowi było dobrze (sic!).
6. W dziedzinie fizyki - świetnie przewodzi chore pomysły swego szefa na zewnątrz, robi to błyskawicznie i w jego mniemaniu błyskotliwie.
7. W dziedzinie fonetyki - tutaj wystarczy posłuchać pana RR.
A za oknem wiosna.
1. W dziedzinie wynalazczości - pewnie jeszcze nie ma takiej kategorii, ale dla niego warto ją utworzyć. Facet wie, jak wytworzyć mgłę na wielkim obszarze bez odpowiedniej aparatury.
2. W dziedzinie transportu (chyba też jeszcze nie ma) - wie, jak spowodować, by samolot o nośności 40 ton (ił-62) przewiózł na pewną wysokość 50 tysięcy ton wody.
3. W dziedzinie literatury - chyba jeszcze nikt nie dostał Nagrody Nobla za fantasy, za sam pomysł, przecież rodziny (owa pars) mogą zatrudnić ghost writera, by ten przekuł dociekania RR w rasowy utwór literacki.
4. W dziedzinie socjologii - facet tak nieciekawy jak on pojawia się na czołówkach serwisów internetowych i nie tylko, rzuca stekami bzdur, a media to podchwytują i zapraszają kogoś tak niekompetentnego do siebie. Sam sposób wart jest nobla.
5. W dziedzinie "wazeliniarstwa" - widząc, że się ośmiesza pan ów brnie i brnie, byleby tylko preziowi było dobrze (sic!).
6. W dziedzinie fizyki - świetnie przewodzi chore pomysły swego szefa na zewnątrz, robi to błyskawicznie i w jego mniemaniu błyskotliwie.
7. W dziedzinie fonetyki - tutaj wystarczy posłuchać pana RR.
A za oknem wiosna.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




