Mecenas (http://wiadomosci.onet.pl/kraj/rogalski-obecnosc-helu-moglaby-wyjasnic-mgle-w-smo,1,4252181,wiadomosc.html) RR pełnomocnik części - nie całości - zgodnie z zasadą "pars pro toto" powinien dostać Nagrodę Nobla - i to w wielu kategoriach:
1. W dziedzinie wynalazczości - pewnie jeszcze nie ma takiej kategorii, ale dla niego warto ją utworzyć. Facet wie, jak wytworzyć mgłę na wielkim obszarze bez odpowiedniej aparatury.
2. W dziedzinie transportu (chyba też jeszcze nie ma) - wie, jak spowodować, by samolot o nośności 40 ton (ił-62) przewiózł na pewną wysokość 50 tysięcy ton wody.
3. W dziedzinie literatury - chyba jeszcze nikt nie dostał Nagrody Nobla za fantasy, za sam pomysł, przecież rodziny (owa pars) mogą zatrudnić ghost writera, by ten przekuł dociekania RR w rasowy utwór literacki.
4. W dziedzinie socjologii - facet tak nieciekawy jak on pojawia się na czołówkach serwisów internetowych i nie tylko, rzuca stekami bzdur, a media to podchwytują i zapraszają kogoś tak niekompetentnego do siebie. Sam sposób wart jest nobla.
5. W dziedzinie "wazeliniarstwa" - widząc, że się ośmiesza pan ów brnie i brnie, byleby tylko preziowi było dobrze (sic!).
6. W dziedzinie fizyki - świetnie przewodzi chore pomysły swego szefa na zewnątrz, robi to błyskawicznie i w jego mniemaniu błyskotliwie.
7. W dziedzinie fonetyki - tutaj wystarczy posłuchać pana RR.
A za oknem wiosna.
Poglądy wyrażone w tym blogu są prywatnymi poglądami autora, który korzystając z wolności słowa chce dać wyraz swoim niepokojom i światopoglądowi.
wtorek, 26 kwietnia 2011
niedziela, 24 kwietnia 2011
Jaja, nie tylko wielkanocne
Czy komuś coś mówi nazwisko abepe, które nie oddaje jednak postury i wyglądu tego miłośnika Radyjka. Rządząc sobie w swoich włościach, ten purpurowy birbant oznajmił swoim owieczkom, że powstaje kolejny przybytek i punkt poboru. Czyżby ich było mało? Każdy trzeźwo myślący człowiek odpowie, że nie. Ale jest okazja, więc będzie impreza. Za tydzień w Rzymie wiadomo co, więc trza kuć żelazo póki gorące. Różne mennice, brukowce, firmy wydają, wypuszczają jedyne w swoim rodzaju gadżety ku czci i pamięci. A to unikatowy medal, a to moneta, a to filmik dłuższy lub krótszy, a to wisiorek, a to książeczka lub albumik, a może kolejny pomniczek? Więc dlaczego nie miałoby być kolejnej budowli, tym razem pod wezwaniem wiadomo kogo, gdzie zadomowi się kolejny gość żyjący sobie całkiem wygodnie, choć - może się okazać, że zbliżamy się do masy krytycznej i wszystko to weźmie w łeb. Polacy jakoś słabiej się rozmnażają, mniej zawierają tzw. małżeństw kościelnych, a przybytków przybywa (ładny pleonazm?).
Poza tym, jakbyście słyszeli co innego, to posłuchajcie pasterzyka z Wybrzeża (obecnie) i zrozumiecie wtedy, że wypadek lotniczy pod Smoleńskiem wyzwolił w Polakach pokłady miłości, pamięci. Obrońcy tzw. krzyża to przecież nikt inny jak ludzie z sercem na ręku, muchy by nie skrzywdzili, a co dopiero mówiąc o obrażaniu bliźnich.
Badania wykazały, że nie ma różnicy we wskaźnikach kłamstwa między wierzącymi i niewierzącymi. Wiara w małym stopniu wpływa na podejmowanie codziennych decyzji o charakterze praktycznym – taki wniosek wyciągnęli ze swoich badań naukowcy.(źródło:http://wiadomosci.onet.pl/nauka/eksperyment-na-temat-religii-zaskakujace-wyniki,1,4251189,wiadomosc.html)
Poza tym, jakbyście słyszeli co innego, to posłuchajcie pasterzyka z Wybrzeża (obecnie) i zrozumiecie wtedy, że wypadek lotniczy pod Smoleńskiem wyzwolił w Polakach pokłady miłości, pamięci. Obrońcy tzw. krzyża to przecież nikt inny jak ludzie z sercem na ręku, muchy by nie skrzywdzili, a co dopiero mówiąc o obrażaniu bliźnich.
Badania wykazały, że nie ma różnicy we wskaźnikach kłamstwa między wierzącymi i niewierzącymi. Wiara w małym stopniu wpływa na podejmowanie codziennych decyzji o charakterze praktycznym – taki wniosek wyciągnęli ze swoich badań naukowcy.(źródło:http://wiadomosci.onet.pl/nauka/eksperyment-na-temat-religii-zaskakujace-wyniki,1,4251189,wiadomosc.html)
Pozdrawiam wiosennie. Jajko to symbol życia, więc róbmy sobie jaja.
:)
czwartek, 21 kwietnia 2011
Po podróży
Ile w nas jest kompleksów. Ile chęci pokazania mimo wszystko innym, że jesteśmy od nich lepsi. Mam za sobą dzisiaj średnią pod względem długości podróż samochodem tuż za naszą południową granicę i do Ustronia. Sporo się naoglądałem i coraz lepiej rozumiem, dlaczego taki (mało sympatyczny) odruch wywołują polscy kierowcy za granicą. Krótko mówiąc, większość z nich to cepy, choć mienią się doktorami, magistrami, biznesmenami, nauczycielami, lekarzami itp. Jakie są ich (nasze?)główne grzechy?
- Pewna prawidłowość, że większość polskich kierowców zaczyna przyśpieszać tuż po minięciu znaku ograniczenia prędkości lub zbliżając się do skrzyżowania z sygnalizacją świetlną. Nieważne, że świeci czerwone. Trzeba być pierwszym.
- Gros z nas uważa się za najlepszych kierowców pod słońcem, wręcz ekwilibrystów, kierują, zmieniają biegi, palą papierosa, rozmawiają przez komórkę i ... tak w nieskończoność.
- Kochamy dzieci, dzisiaj kilka razy widziałem, jak kochające mamusie na drodze szybkiego ruchu pruły z prędkością 140 km/godz. (można 110), rozmawiając ze swoją pociechą usadowioną na przednim miejscu. Dziecko ledwo dotykało nosem kokpitu, próbując coś zobaczyć.
- Specjalnie liczyłem, podczas podróży (około 250 km) dwudziestu trzech kierowców złamało przepisy, wyprzedzając w miejscach zakazu wyprzedzania.
- Bardzo "odważnym" był kierowca autobusu do Jastrzębia Zdroju (rej. ST itd. godzina około 11 gdy wjeżdżał do Żor), jadący z pasażerami z prędkością około 120 km/godz. (co najmniej) i wyprzedzający samochody osobowe.
- Pewna damulka w samochodzie z wiedeńskimi rejestracjami (ale Polka na bank), według niej, prestiżowym (tak sądzę), trzymając peta w usteczkach wyprzedzała wszystkich na odcinku, gdzie było ograniczenia do 70 km/godz. (z prędkością co najmniej 11-120 km/godz). Bardzo przy tym marszczyła wyliftingowaną twarzyczkę, gdy inni stosowali się do tego ograniczenia.
- I tak mógłbym jeszcze pisać bez końca, o facecie postury hipopotama w Ustroniu, chcącym mnie wyprzedzić przed szpitalem, ale rezygnującym z tego, gdy się okazało, że ja w lewo pod ten szpital będę podjeżdżał.
- O kierowcach tirów (wal w osobówkę) jadących z prędkością znacznie przekraczającą dozwoloną dla nich.
- O błagalnych oczach przechodniów, którzy usiłowali przejść przez jezdnię, ale tam panem jest kierowca.
- ITP. ITD.
Z czego to wynika?
- Z kompleksów osobistych (nieudane życie, nieudany seks, zdradzone żony i zdradzeni mężowie, kompleks wielkości i małości - dosłownie i w przenośni)
- Zaszłości historycznych, które powodują, że to, co zabronione jest cool, to co godne człowieka i kierowcy jest passé.
- Z tego, że np. obywatele Szwajcarii czy Szwecji są dumni ze swojego kraju i bycia jego obywatelami. Uważają, że ważną rzeczą są powinności i obowiązki obywatelskie, a do takich należy np. zgłoszenie faktu pojawienia się pirata, czy raczej debila drogowego. U nas poczytywane to jest za donos albo konfidencję.
Obnosimy się z żałobą na pokaz, przenosimy krzyże i namioty, przykręcamy Rosjanom na ich terenie, w ich kraju, bez ich zgody różne tablice, ale nie potrafimy normalnie żyć, cenić swego państwa, nie przez wymachiwanie szabelką, odgrażanie się sąsiadom, stawianie kolejnego trzysta entego pomnika JPII. No, bo jeśli Polakiem pełnym cnót się mieni być ktoś, kto jeździ po drogach (złych) polskich z prędkością dwa razy przekraczającą dozwoloną, jednocześnie zgarniając do kieszeni 304 € za wizytę kilkuminutową w sejmie i wyzywając innych od potomków dziadków z wermachtu, to ja nie wróżę temu społeczeństwu dobrej, europejskiej przyszłości.
Amen.
sobota, 16 kwietnia 2011
Limeryk kolejny
Z jednym ludowcem z miasta Chojnice
Wieczne kłopotki ma prezes i wice.
A to przed szereg wysuwa swe rączki,
A to pod pałac zanosi gałązki.
Ale on tylko bierze pod picek.
Wieczne kłopotki ma prezes i wice.
A to przed szereg wysuwa swe rączki,
A to pod pałac zanosi gałązki.
Ale on tylko bierze pod picek.
Limeryki o znaku równości
Pewna znawczyni lotnictwa z Sycowa
Do kłótni jest wiecznie gotowa.
Parcie na szkło to jej duma,
Choć nie za bardzo cokolwiek kuma.
Ale wie, że przeciw niej jest zmowa.
Złotousta triumfatorka spod Łysej Góry
Często stosuje psychiczne tortury.
Gdy rozmówca próbuje przebić się zdaniem,
Ona staje okoniem na niem.
By znowu wylać swe bzdury.
cdn.
Chyba nie muszę przedstawiać muzy, której poświęcam swoje limeryki (prawie).
Miłej soboty
Do kłótni jest wiecznie gotowa.
Parcie na szkło to jej duma,
Choć nie za bardzo cokolwiek kuma.
Ale wie, że przeciw niej jest zmowa.
Złotousta triumfatorka spod Łysej Góry
Często stosuje psychiczne tortury.
Gdy rozmówca próbuje przebić się zdaniem,
Ona staje okoniem na niem.
By znowu wylać swe bzdury.
cdn.
Chyba nie muszę przedstawiać muzy, której poświęcam swoje limeryki (prawie).
Miłej soboty
czwartek, 14 kwietnia 2011
Dwójmyślenie
Dzisiaj jakiś wysyp moich postów. O tempora. Ale nie o polityce tym razem (choć czy ja w ogóle o niej napisałem cokolwiek, raczej o politykach, tych czarnych owcach społeczeństwa, z niewieloma wyjątkami). Własnie opublikowano wyniki badań dotyczące stosowania antykoncepcji przez kobiety wyznania rzymskokatolickiego.
http://wiadomosci.onet.pl/swiat/98-procent-katoliczek-stosuje-antykoncepcje,1,4242825,wiadomosc.html
I jak? Otóż, chyba tylko ślepy tego nie widział, albo nie chciał widzieć, antykoncepcję stosuje około 98 % wszystkich zapytanych kobiet. Konia z rzędem temu, kto myślał, że tak zwane nauczanie kościoła dotyczące życia seksualnego jest przez większość jego wyznawców akceptowane. I nie będę skrywał mojej satysfakcji. Klerowi, zakonnicom tudzież, mówiąc grzecznie wara od tych spraw. Czemu, spytacie? Ano temu, i tutaj posłużę się analogią dość wyrazistą, że najzwyczajniej w świecie nie powinniście wierzyć w tych kwestiach ludziom teoretycznie nie wiedzącym nic na temat praktycznej strony życia seksualnego homo sapiens.
Czy pozwolilibyście na to, by na pierwsze poważne nurkowanie zabrał was człowiek, który o nurkowaniu czytał jedynie w książkach, albo by wasze dzieci wiózł autokarem kierowca, który sztukę prowadzenia tego pojazdu zna teoretycznie z wykładów i własnej lektury? Pytanie retoryczne. Więc dlaczego godzicie się na to, by o życiu seksualnym pouczał was ktoś, kto - tak mówi doktryna - winien zachowywać celibat (w celi bracie) i stronić od tych jakże ludzkich przyjemności.
To są tak zwani erotoznawcy gawędziarze.
Miłej nocy.
Łatwo ci zachować twarz, gdy kilka na zmianę masz (Jan Sztaudynger)
Minęło południe, Hasmik pisze test, Artur przygotowuje się do prezentacji o Szczypiorskim, a ja tworzę kolejny wpis. Tyle różnych spraw się zebrało, które są warte tego, by o nich napomknąć na moim blogu? Sam już ie wiem, o czym napisać, a co pominąć?
Katarzyna Herbertowa odcięła się od prób politycznego, czytaj doraźnego, wykorzystywania poezji jej męża. Na to niejaka pani Szydło, Szydłowa, Szydlina (język polski to język bogaty w formy) stwierdziła, że poezja jest własnością całego narodu i można ją cytować. Pani wicecośtam, tak jest w istocie, ale przecież należy ja, jak każde dobro eksploatować rozważnie i z mądrością. I należy uważać, by jej ostrze nie obróciło się przeciwko manipulującemu nią.
Oto mój wpis na fb z wczoraj:
A propos "zdradzonych o świcie", proponuję rozważniej dobierać cytaty, bo dalej jest, co następuje:
"strzeż się jednak dumy niepotrzebnej
oglądaj w lustrze swą błazeńską twarz
powtarzaj: zostałem powołany - czyż nie było lepszych"
Już rozwrzeszczało się towarzystwo piskształtne na różnych forach, że kolejna cenzura, że tak w ogóle to Pani Herbertowa se może... itp.
Tak się zaczynam zastanawiać nad następującym problemem: czy istniałby premier Tusk bez prezesa Kaczyńskiego, czy jest to swoiste sprzężenie zwrotne? Czy oszołomy pod obydwoma sztandarami przypadkiem nie dostarczają sobie nawzajem paliwa, a może nie przypadkiem? Choć z dwojga złego zawsze wybiorę PO, bo więcej tam ludzi otwartych, nienapuszonych i bliższych mi poglądami (są jednak dla mnie z zupełnie innej bajki), to jednak widzę, że notowania premiera Tuska bez happeningów piso-ludków dawno spadły poniżej jakichkolwiek oczekiwań przedstawicieli tej partii.
Jeden kuperek kaczy - a tylu podrywaczy...
Jan Izydor Sztaudynger
Może jeszcze coś dzisiaj skrobnę...
Katarzyna Herbertowa odcięła się od prób politycznego, czytaj doraźnego, wykorzystywania poezji jej męża. Na to niejaka pani Szydło, Szydłowa, Szydlina (język polski to język bogaty w formy) stwierdziła, że poezja jest własnością całego narodu i można ją cytować. Pani wicecośtam, tak jest w istocie, ale przecież należy ja, jak każde dobro eksploatować rozważnie i z mądrością. I należy uważać, by jej ostrze nie obróciło się przeciwko manipulującemu nią.
Oto mój wpis na fb z wczoraj:
A propos "zdradzonych o świcie", proponuję rozważniej dobierać cytaty, bo dalej jest, co następuje:
"strzeż się jednak dumy niepotrzebnej
oglądaj w lustrze swą błazeńską twarz
powtarzaj: zostałem powołany - czyż nie było lepszych"
Już rozwrzeszczało się towarzystwo piskształtne na różnych forach, że kolejna cenzura, że tak w ogóle to Pani Herbertowa se może... itp.
Tak się zaczynam zastanawiać nad następującym problemem: czy istniałby premier Tusk bez prezesa Kaczyńskiego, czy jest to swoiste sprzężenie zwrotne? Czy oszołomy pod obydwoma sztandarami przypadkiem nie dostarczają sobie nawzajem paliwa, a może nie przypadkiem? Choć z dwojga złego zawsze wybiorę PO, bo więcej tam ludzi otwartych, nienapuszonych i bliższych mi poglądami (są jednak dla mnie z zupełnie innej bajki), to jednak widzę, że notowania premiera Tuska bez happeningów piso-ludków dawno spadły poniżej jakichkolwiek oczekiwań przedstawicieli tej partii.
Jeden kuperek kaczy - a tylu podrywaczy...
Jan Izydor Sztaudynger
Może jeszcze coś dzisiaj skrobnę...
Subskrybuj:
Posty (Atom)



