Wczoraj była przerwa w pisaniu postów. Zupełnie naturalna, pozbawiona totalnie jakiejkolwiek doktryny i całkowicie antydogmatyczna i zupełnie adogmatyczna.
Nie wynikała z protestu czy chęci zamanifestowania czegokolwiek komukolwiek. Nie była związana z żadną religią, sektą ani opcją polityczną. Nie skłaniała do zadumy czy modlitwy, nie próbowała niczego narzucać, nie zawierała ukrytego przesłania, nie była wielbłądem.
Po prostu miałem dość pisania - ale tylko wczoraj.
Dzisiaj już jej nie ma, ot, zniknęła jak kamfora, jak duch, który ulata. Bo dzisiaj mam dość przerwy. I ... tutaj muszę się zastanowić nad zasadnością, podtekstami i całą otoczką światopoglądowo - ideologiczną tej decyzji.
Już się zastanowiłem. I nic.
Bo, naprawdę nie dzieje się nic i nie stanie się nic, aż do końca...
Zasiadając dzisiaj do komputera obiecywałem sobie poużywać ile wlezie i na kogo się da. A to za tolerancję i za jej brak, a to za ateizm albo za deizm i teizm. Nie chciałem również oszczędzić agnostycyzmu.
Ateista - O czym mówimy?
Agnostyk - Nie wiem i nie chcę wiedzieć.
Deista - Jest. Tylko jest i nic.
Teista - Jest i szlus i wszystko.
Między zadawaniem pytań a pewnością leży ogromna połać ziemi - terra incognita. Teiści już ją obsiewają tylko sobie znanymi nasionami, charakterystycznymi dla ich plemienia. Obsiewają i obsiewają, często stosując różnego typu pestycydy i inne wymyślne narzędzia eksterminacji chwastów. I co? I nic? I nic.
Powodzenia.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz