Bardzo, bardzo długo dojrzewałem (emocjonalnie) do rozpoczęcia pisania bloga. Dzisiaj jest 13 lutego, chyba dobry dzień na początek czegoś nowego. Od razu zastrzegam, nie wiem, czy będę pisał codziennie, ani jak bardzo systematycznie. Po drugie, stukać będę w klawiaturę na różne tematy, bo to jest mój blog.
13 lutego, dzień przed walentynkami i dlatego może tyle miłości wokół. Kard. Dziwisz przekazuje kroplę krwi JPII Robertowi Kubicy (nota bene, frapujące jest, jak ją uzyskał), Beata Kempa zbawia okolice Łysej Góry, może własnie dlatego ją tak tam ciągnie...
I tak, Robert Kubica (oby szybko wyzdrowiał) zarabia krocie (piszę to bez zazdrości), pewnie takich relikwiarzy kupić by sobie mógł sporo (tylko po co?), moje wątpliwości budzi natomiast fakt upubliczniania takiej wiadomości. W jakim celu (pytanie retoryczne?) trąbią o tym wszystkie polskie niezależne media, czego to ma niby dowodzić? Nie, nie obchodzi mnie wiara zarówno obdarowującego jak i obdarowanego... Bardziej obchodzi mnie cel podawania takiej wiadomości. Czy to jest wiadomość dnia? Przecież takie coś powinno być do bólu intymne. Po co ogłaszać to światu w świetle jupiterów?
Jarek Kaczyński napisał list do Roberta Kubicy. A niechże sobie pisze i tak nie udowodnimy mu, że białe to białe, a czarne to czarne... Niech skrobie po kartce papieru, nikomu z tego powodu nie ubędzie, tylko dlaczego od razu wszystkie (prawie) media umieszczają to w swoich serwisach i to na dość poczesnych miejscach?
Pan, jeśli pomnę Węgrzyn z PO chwali się, że z gejami dał już sobie spokój (czy wcześniej nie miał z tym spokoju?), ale jakoś tak chętnie oddałby się podglądaniu lesbijek... W seksuologii to się chyba nazywa voyeuryzm. Ale trzymając się tego medycznego oglądu sytuacji, wielu z nas musi sobie zadać pytanie, czy te trzy przypadki nie są jakoś ze sobą złączone nieuświadomioną nicią parafilii? Tam swego rodzaju ekshibicjonizm emocjonalny, tutaj voyeuryzm?
Jutro poniedziałek 14 lutego, od pewnego czasu kojarzony u nas ze świętem zakochanych, choć mnie z tym faktem bardziej kojarzy się maj, czerwiec. A tak w ogóle to Walenty oprócz tego, że zakochał się i biedak nie mógł się ożenić, to jeszcze w Polsce czci się go jako patrona ciężkich chorób, zwłaszcza umysłowych, nerwowych i epilepsji. I coś na rzeczy chyba jest.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz